Świadectwa
Świadectwo Jarka
Wychowywałem się w rodzinie o silnych tradycjach katolicko patriotycznych. Tak , więc było regularne chodzenie do kościoła i wspominanie wojennych doświadczeń dziadków i pradziadków.
Gdy byłem w klasie maturalnej wyjechałem na zamknięte rekolekcje dla mężczyzn organizowane w zamkniętym klasztorze pod Wodzisławiem Śląskim. Tam w trakcie spowiedzi podczas rozmowy z księdzem wyszło na jaw, że nie radzę sobie z pewnym grzechem a na dodatek nieregularnie go wyznaję. Pod znakiem zapytania stanęło odpuszczenie grzechów w wielu wcześniejszych spowiedziach.
Dzięki Bogu maturę jednak zdałem, dostałem się na studia, trafiłem w nowe środowisko. Zacząłem żyć życiem jakie oferował mi męski akademik. Zawsze zależało mi na akceptacji środowiska, więc płynąłem z prądem i czyniłem różne głupoty.
Miało to być życie na luzie, ale tak naprawdę to bardzo mnie wykańczało. Dużo stresu, przypadkowości, a gdy pojawiały się problemy to nie wiedziałem jak sobie z nimi radzić. Często czułem się bezradny. Słuchałem dużo heavy-metalu, tworzyłem sobie w nim własny świat iluzji, mrocznych klimatów w który to uciekałem z własnymi emocjami i pragnieniami. Dobrze się w nim czułem bo był nieraz tak samo wyalienowany jak i ja. Nie poradziłem sobie z piątym semestrem, Miałem pełno ciągnących się zaległości a na dodatek miałem wypadek rowerowy, złamałem obojczyk prawej ręki i wylądowałem na urlopie zdrowotnym. Trochę mnie to wszystko wyhamowało. Dobry Pan Bóg zaczął zmieniać realia mego życia. Będąc na półmetku swoich studiów zacząłem więcej zastanawiać się nad swoim życiem. Trafiłem na zorganizowaną w akademiku dysputę filozoficzną na temat samotności. Podobało mi się, że ktoś chciał wysłuchać moich poglądów i ci ludzie byli jacyś inni. Emanował z nich pokój, życzliwość, na twarzach często gościł uśmiech.
Zaprosili mnie do Wisły na tygodniowy wyjazd. Tam dotarła do mnie prawda o Jezusie jako o Panu i Zbawicielu. Prawda o tym, że to On ma moc oddalić nasz grzech tak daleko jak jest wschód od zachodu słońca i choćby wasze grzechy były jak szkarłat to jak śnieg wybieleją. Bardzo tego potrzebowałem. Przyjąłem też jego ofertę przyjaźni bo już więcej nie chciałem być sam. Zaprosiłem go do swojego życia. Efekt był taki, że zacząłem w innych kolorach postrzegać rzeczywistość. To co do tej pory wydawało mi się szare i bez znaczenia zaczęło emanować ukrytym sensem.
Słowa z Pisma Świętego zaczęły być żywe i zaspokajały potrzeby mojego ducha. W moim życiu nastały okresy nieznanego mi pokoju a pokój boży, który przewyższa wszelki umysł niech strzeże serc i umysłów waszych. Posmakowałem czym jest błogosławieństwo żywego Boga w moim życiu. Uczyłem się tyle ile wcześniej ale efekty były już lepsze. To tak jakby On wiedział, że potrzebuję tego czasu na poznawanie Jego. Ten drugi okres studiów w Gliwicach był chyba najszczęśliwszym okresem w moim życiu. Naprawdę mój Pan troszczył się o mnie jak o nowonarodzone dziecię Boże. Doświadczyłem mnóstwo miłości, przyjaźni. Zetknąłem się z wieloma mądrymi ludźmi. Pan okazał się dobrym lekarzem.
Choć w dalszym moim życiu było wiele okresów i wzlotów i upadków to po latach i tak muszę stwierdzić, że Pan jest dobrym pasterzem. Nieraz to trochę boli gdy jak ten ogrodnik musi coś tam przyciąć, ale ma do tego prawo. Bo On jest Święty i chce byśmy też takimi byli.
- z pozdrowieniami dla wszystkich Świętych Jarek Sobczuk





