Tylko na Nim mogę polegać


Każdy z nas pisze jakąś historię. Każda decyzja i droga poniekąd nas definiują. Ale w kim naprawdę dostrzegamy własną tożsamość i gdzie pokładamy całą naszą ufność? Kto jest na tyle niezawodny, żebyśmy mogli w Nim odnaleźć pełnię?

Pamiętam, kiedy w wieku 18 lat wyjechałem z dwoma kolegami do Szkocji, aby zarobić więcej pieniędzy na studia. Jeden z moich kolegów miał już wcześniejsze doświadczenie i zajął się wszystkim, a później tylko przedstawił nam swój świetny plan, który po wylądowaniu okazał się wcale nie taki dobry. A pokój, który wcześniej miałem, zastąpił duży stres. Zamiast mieszkania, które podobno mieliśmy załatwione, zastaliśmy drogi pokój. Moi towarzysze podróży nie kwapili się zaś z szukaniem pracy. Po tygodniu musiałem pożyczyć im moje ostatnie pieniądze na rzekome jedzenie.



Dzień po tej pożyczce dowiedziałem się (zupełnie przypadkiem), że moi koledzy kupili sobie za moje ostatnie pieniądze dwa bilety do Londynu, gdzie mieszkała rodzina jednego z nich. Kiedy zapytałem, czy jest jakaś zmiana planów i czy jedziemy do Londynu, dostałem informację, że niestety siostra mojego kolegi ma w domu miejsce jedynie dla dwóch osób i ja nie mogę z nimi jechać. Był to chyba jeden z najbardziej przerażających momentów mojego młodego życia. W ciągu dziesięciu minut zostałem wystawiony przez ludzi, których znałem od urodzenia i których uznawałem za przyjaciół. Byłem nie tylko oszukany, ale i postawiony przed trudnym faktem, braku pieniędzy i tylko dwóch dni na przeprowadzkę. Moich kolegów to nie poruszyło, a a ja właśnie miałem nauczyć się najważniejszej lekcji w moim życiu. W pełni polegać mogę tylko na Bogu.


"(...) ja właśnie miałem nauczyć się najważniejszej lekcji w moim życiu. W pełni polegać mogę tylko na Bogu".

Następnego dnia byłem już sam za granicą, w obcym mieście bez grosza i konta bankowego, na które ktoś mógłby mi przelać jakąś pieniężną pomoc. Pamiętam, że jak na taką młodą osobę, przyjąłem to z wielkim spokojem, bo wiedziałem, że nie z takich sytuacji Bóg już mnie wyciągał. Postanowiłem, że od tamtej chwili będę liczyć na Niego w każdej sprawie. Bo gdzie kończą się ludzkie możliwości, zaczyna się Boże działanie. Tego dnia poświęciłem czas na modlitwę, a nie na szukanie pracy. Kiedy po południu poszedłem do kafejki internetowej, nie miałem pojęcia, że Bóg, który jest wszechmogący i wszechwiedzący, postanowił wykorzystać tą sytuację, aby nauczyć mnie zaufania i przywiązania do Niego, bez względu na to jak wielkie przeszkody są przede mną. Zapłaciłem ostatniego funta, żeby wydrukować jeszcze parę CV.


Nagle napisała do mnie pewna osoba, z którą w życiu nie rozmawiałem, a której siostra poznała mnie na jednej z konferencji młodzieżowych. Napisała, że usłyszała od swojej siostry, że wyjechałem do Szkocji. Zwierzyła się z dosyć trudnej sytuacji, w której się znalazła. Wyjechała miesiąc wcześniej i nie była w stanie opłacić sama mieszkania, w którym miała jeden wolny pokój (osoby, z którymi mieszkała, wystawiły ją). Z racji tego, że miałem termin wyprowadzki na następny dzień, zgodziłem się bez wahania. Okazało się, że mieszkałem pięć minut drogi pieszo od tej osoby. Na drugim końcu Europy, ktoś akurat mieszkał w tym samym mieście, co ja i poszukiwał współlokatora, niesamowity Boży "przypadek".


"Bo gdzie kończą się ludzkie możliwości, zaczyna się Boże działanie".

W trakcie rozmowy, kiedy zastanawiałem się, jak opłacę swoją część czynszu, zadzwonił do mnie telefon. Jakiś pan zaprosił mnie jeszcze tamtego dnia na rozmowę kwalifikacyjną, ponieważ szefowi spodobało się moje CV. Nie miałem pojęcia, co mogło się podobać w moim CV, skoro nie miałem żadnego doświadczenia w tego typu branży. Szybko spakowałem się i przeprowadziłem do nowego mieszkania, gdzie dogadaliśmy się, co do czynszu. Następnie z modlitwą na ustach udałem się na 40-minutowy spacer (z racji braku funduszy na bilet autobusowy oczywiście) do miejsca mojej przyszłej pracy.

Podczas rozmowy zostałem bardzo dokładnie sprawdzony z mojego zaawansowanego poziomu angielskiego przez głównego managera, który po upływie jakiegoś czasu płynnie przeszedł na język polski. Poinformował mnie, że był to po prostu test, czy jestem szczery odnoście tego, co napisałem, a on sam jest Polakiem. Powodem, dla którego mnie zatrudnił był fakt, że przez wiele lat trenował Judo, które było wpisane w moich "zainteresowaniach" w CV. Tego dnia zostałem zbieraczem szklanek w najstarszym pubie w mieście. Wtedy nie tak wyobrażałem sobie moją karierę, ale jak się później okazało Bóg posłał mnie tam nie bez powodu, a tamten manager został moim przyjacielem i mentorem. Gdyby nie on pewnie stoczyłbym się i nie poradził z dużą presją otoczenia i nagłym przyrostem gotówki, który pojawił się w późniejszym czasie. Jednak tego dnia był po prostu moim szefem.

Pierwsza wypłata miała wpłynąć dopiero za miesiąc, a z ilością godzin, które tygodniowo miałem przepracowywać, nie byłem w stanie zarobić na czynsz. Zacząłem po raz kolejny zastanawiać się, jaki Bóg ma plan, ale i to mnie w tamtym momencie nie stresowało. Bo w ciągu jednego dnia z bezdomnego bezrobotnego osiemnastolatka, stałem się człowiekiem, który zrozumiał, że Bóg może wszystko i nawet w naprawdę beznadziejnej sytuacji, razem z Nim nie trzeba się bać. W ciągu kolejnego tygodnia Bóg sprawił, że ze zbieracza szklanek zostałem pełnoetatowym pracownikiem. Jeden z pracowników postanowił się zwolnić, a z pośród czterech innych to właśnie ja dostałem "awans" (mimo że pracowałem zaledwie parę dni). Każdego dnia, kiedy wychodziłem do pracy, modliłem się oto, aby Bóg "załatwił mi" napiwki, żebym mógł kupić sobie coś do jedzenia. Awans dosłownie uratował mnie od głodowania. Starczyło nawet, aby podzielić się z moją współlokatorką, która nie miała ani pracy ani pieniędzy. Choć wydaje mi się, że świadectwo o tym, jak Bóg mnie wtedy chronił, było dla niej cenniejsze. Ten miesiąc był najpiękniejszym miesiącem w moim życiu.


Pewnie dlatego, że codziennie doświadczałem cudów na własnej skórze. Od pracy i mieszkania do awansu i napiwków na jedzenie. Dziwnym trafem tamtego miesiąca w całej firmie panowała grypa i jedyną zdrową osobą byłem ja. To dało mi możliwość zarobienia na mieszkanie. Podobnie, kiedy szukałem wspólnoty chrześcijańskiej, w której mógłbym wzrastać, Pan wskazał mi miejsce dosłownie za domem, a tam zostałem przyjęty jak "zaginiony syn".

Najbardziej jednak zawsze będę dziękował Bogu za mojego szefa, który mimo że "stawałem na głowie", nie był zainteresowany Bogiem, a jednak sam zaopiekował się mną i pilnował, abym pozostał na drodze, którą obrałem. Za każdym razem, kiedy zaczynałem odchodzić od Boga przez dobrobyt i młodzieńczą głupotę, on prostował moją drogę, jak za natchnieniem Ducha Świętego. Dlatego, kiedy po roku wróciłem do Polski, nie byłem już chłopcem, ale mężczyzną.


Podsumowując, mam nadzieję, że czytając to świadectwo, zachęciłem Cię do trwania w stałej relacji z Panem Bogiem. Bo tylko wtedy Twoje życie zmieni się w jedno wielkie świadectwo Bożego działania! Cały ten czas w Szkocji był dla mnie wielkim błogosławieństwem i czasem wypełnionym Bożym działaniem. A najpiękniejszym jest to, w którym Bóg zapoznał mnie z piękną kobietą, moją żoną. Ale to już zupełnie inna historia.

Błogosławię Tomek R.



ZAINSPIRUJ SIĘ

Blog

Inspirujące świadectwa, artykuły, pytania i odpowiedzi. 
Zajrzyj i zaczerpnij czegoś dla siebie!

winnica czarne.png

Centrum Chrześcijańskie Winnica

2019. Wszystkie prawa zastrzeżone.

ul. Sosnowa 7, 44-203 Rybnik
tel. 509 825 001
  • Facebook
  • YouTube
  • Instagram